Skocz do zawartości


 

Zdjęcie
- - - - -

WISŁA


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
80 odpowiedzi w tym temacie

#1 Patrycj_A

Patrycj_A
  • Użytkownik
  • 14 postów
  • LokalizacjaLeszno

Napisano 16 lipiec 2012 - 09:44

Witam wszystkich, jestem całkiem nową osobą na forum. Chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o trudnościach na Wiśle. Planuję spływ z koleżanką na 1 kajak pętlą toruńską ale trochę poczytałam o Wiśle i nie wiem czy nie jest to trochę za trudna rzeka, tzn chodzi mi o mielizny. Czy mógłby ktoś udzielić rad w tym zakresie? Czy można ryzykować spływ czy lepiej jednak odpuścić? Pozdrawiam.

#2 Ropuch

Ropuch
  • Użytkownik
  • 1415 postów
  • LokalizacjaSadzawka w Wawie

Napisano 16 lipiec 2012 - 10:30

Witaj patka! Jeśli jesteś początkująca w kajakarstwie, to stanowczo odradzam samotne stawianie pierwszych kroków na Wiśle. Zwłaszcza, że jak przypuszczam, nie potrafisz jeszcze "czytać wody" a umiejętność ta, jest jednym z podstawowych warunków bezpiecznego pływania (nie tylko po Wiśle). Doradzałbym Ci skontaktowanie się z ludźmi pływającymi po Wiśle. W Wawie dobrą robotę "odwala" KIM. Przepłyń się z Nimi i dopiero wybieraj się sama. Cię pozdrawiam. :) Ps. Czy to my spotkaliśmy się wczoraj na Cyplu Czerniakowskim...?

#3 Patrycj_A

Patrycj_A
  • Użytkownik
  • 14 postów
  • LokalizacjaLeszno

Napisano 16 lipiec 2012 - 11:46

Dzięki za odpowiedź, chyba jednak się jeszcze nie zniechęciłam, za bardzo mi zależy na tym spływie. Ale zanim do niego dojdzie rozważę wszystkie "za" i "przeciw" :) Co do spotkania na cyplu czerniakowskim to szczerze wątpię bo mieszkam na stałe w Lesznie więc całkiem inne rewiry. Chętnie popłynęłybyśmy w większej grupie ale niestety znajomi są zbyt leniwi i niechętni takim formom spędzania urlopu więc co poradzić :) Spływ się odbędzie w połowie sierpnia więc trochę czasu jeszcze zostało na poznanie terenu. Pozdrawiam

#4 Ropuch

Ropuch
  • Użytkownik
  • 1415 postów
  • LokalizacjaSadzawka w Wawie

Napisano 16 lipiec 2012 - 12:15

Poczytaj to: http://kajak.org.pl/...locja/locja.pdf Jednak najważniejsza jest praktyka i jeszcze raz praktyka. :)

#5 Ropuch

Ropuch
  • Użytkownik
  • 1415 postów
  • LokalizacjaSadzawka w Wawie

Napisano 16 lipiec 2012 - 12:34

A tak przy okazji uprzejmie donoszę, ze ropusze stado zamierza spłynąć w pierwszych dniach sierpnia z "Kazika" do Wawy. Spławianie się będzie miało charakter wybitnie rekreacyjny i towarzyski, a ten "morderczy" dystans 150 kilo zamierzamy "pokonać" w kilka dni włócząc się po wszelkich wyspach, krzaczorach, tudzież barach piwnych... :laugh: Precz z wyczynem! Niech żyje turystyka! Jakby kto miał ochotę dołączyć, to zapraszam!(y) :)

#6 Agata_Be

Agata_Be
  • Użytkownik
  • 32 postów

Napisano 16 lipiec 2012 - 21:31

Witam wszystkich, na początek chciałabym się przywitać bo jestem tu nowa. Turystyką kajakową interesuję się już od jakiegoś czasu. Mówię - turystyką - bo nie jest to żadne wyczynowe czy ekstremalne kajakarstwo. Na koncie mam niewiele spływów. Były to spływy turystyczne, kilkudniowe, łatwymi rzekami, jak Wda, Krutynia, czy inne weekendowe lub jednodniowe spływy różnymi rzekami (Odra, Barycz, Orla itp.) Wspólnie z koleżanką patką - z postów powyżej - wpadłyśmy na pomysł - jak już pisała - opłynięcia pętli toruńskiej. Bardzo prosimy osoby, które mają doświadczenie na tej trasie o jakieś pomocne wskazówki. Być może ktoś z Was - doświadczonych - w połowie sierpnia również będzie przemierzał ten odcinek Wisły i może na ten wiślany odcinek mogłybyśmy się jakoś do kogoś przyłączyć? Monika

#7 zula.lukasik

zula.lukasik
  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 05 sierpień 2012 - 12:39

Witajcie kajakarze! Mówią na mnie Zula, a zaledwie miesiąc temu zakończyłam przeprawę przez Wisłę na własnoręcznie zbudowanej tratwie z plastikowych butelek. Spływ stanowił oś Projektu Baltica (www.balticaproject.eu), a pokonaliśmy trasę z miejscowości Grabie (96km rzeki, tuż pod Krakowem) do Gdańska. Wyprawa trwała 36 dni - tratwa jest znacznie wolniejsza i mniej sterowna od kajaka. Nie minęło dużo czasu a mnie już ciągnie na Wisłę :) Tym razem, w towarzystwie kolegi, chcemy dołączyć do pana Janka Lisewskiego, który w tamach SUP Projekt Wisła przemierza Królową Rzek Polski na StandUp Paddleboardzie. Planowałam pokonać odcinek pomiędzy Warszawą a Płockiem. Gdzie najlepiej wypożyczyć kajak w Warszawie? Jakieś miejsca godne polecenia? Z góry dziękuję za pomoc, pozdrowienia!
  • piotrek lubi to

#8 piotrek

piotrek
  • Użytkownik
  • 1376 postów

Napisano 05 sierpień 2012 - 16:38

Jestem pod wrażeniem!!! :woohoo: :woohoo: :woohoo:

#9 Ropuch

Ropuch
  • Użytkownik
  • 1415 postów
  • LokalizacjaSadzawka w Wawie

Napisano 05 sierpień 2012 - 20:18

A mnie się bardzo podoba motto, którym Ślimak opatruje swoje posty... :)

#10 zula.lukasik

zula.lukasik
  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 06 sierpień 2012 - 07:56

@Piotrek: dziękuję! Pływanie tratwą znacząco różni się od kajakowania ;) ale że na wyposażeniu tratwy mieliśmy jeden kajak (pneumatyczny Sevylor, stanowił zabezpieczenie i asekurację, wysyłaliśmy na nim 'na zwiady' pojedynczych załogantów, żeby sprawdzili głębokość wody, niespodzianki na trasie) to i trochę powiosłowałam po Wiśle. Dla tratwy największym problemem były nawet nie mielizny, a zdradliwe konary - kilkakrotnie zdarzyło się nam zatrzymać na takiej przeszkodzie i długie godziny musieliśmy poświęcić na ściąganie z nich naszego 'okrętu' :). Jeżeli zaś chodzi o Wisłę, to jestem nią absolutnie zauroczona. Uważam, że najpiękniejsza jest na odcinku pomiędzy Kazimierzem Dolnym a Płockiem. Dolina rzeki to wspaniałe tereny ornitologiczne, a różnorodna linia brzegowa, liczne wysepki i piaszczyste łachy konkurowały między sobą o najbardziej atrakcyjne miejsce na biwak! Niestety,za Puławami na wodzie zaczęła unosić się żółtobrązowa piana, niejednokrotnie widzieliśmy zlewnie ścieków. Nie trzeba robić skomplikowanych badań laboratoryjnych, żeby wiedzieć że woda w Wiśle jest wręcz toksyczna. Po tak długim czasie spędzonym na zanieczyszczonej rzece czuliśmy się chorzy. http://2pik.pl/temps...16-1024x683.jpg - tutaj zdjęcie dokumentujące zanieczyszczenia Wisły, symbol ptaka został ułożony z... patyczków do czyszczenia uszu, które ktoś kiedyś wrzucił do muszli klozetowej, a następnie spuścił do Wisły. Więcej zdjęć przedstawiających piękno Królowej Rzek Polski umieściliśmy na stronie :) Zapraszam serdecznie! I jeszcze raz zwracam się z zapytaniem: skąd wypożyczać kajaki w Warszawie? (ten tratwowy niestety został skradziony w Toruniu - ale to już inna historia)

#11 Ropuch

Ropuch
  • Użytkownik
  • 1415 postów
  • LokalizacjaSadzawka w Wawie

Napisano 06 sierpień 2012 - 08:39

Witaj Zula! Co do zauroczenia Wisełką, bardzo nas to łączy. Zwłaszcza najpiękniejszy odcinek Kazimierz - Warszawa jest mi najlepiej znany, bo pływam tu najczęściej. Jeśli chodzi o wypożyczalnie to kliknij tu:http://mostowa.waw.pl/index.php?option=com_contact&view=contact&id=1&Itemid=3 Pozdrówki :)
  • zula.lukasik lubi to

#12 Agata_Be

Agata_Be
  • Użytkownik
  • 32 postów

Napisano 06 sierpień 2012 - 13:03

Zula! Gratuluję wyprawy!:) Super pomysł:) Ja nie mogę się już doczekać kiedy mi będzie dane również zauroczyć się Wisłą:) Wyruszamy 12-go sierpnia:) Monika

#13 dionizy

dionizy
  • Użytkownik
  • 9 postów

Napisano 06 sierpień 2012 - 15:23

Witam Zauroczony Wisłą Wyruszamy z żonką 15 sierpnia na Wiśle zaczynamy od ujścia Wisłoki mniej więcej na wysokości Połańca i w dół aż do Gdańska. Pzodrawiam

#14 Ropuch

Ropuch
  • Użytkownik
  • 1415 postów
  • LokalizacjaSadzawka w Wawie

Napisano 06 sierpień 2012 - 22:22

No to widzę, że grono zauroczonych (Wisłą) gwałtownie rośnie... :) To fajnie, bo to rzeczywiście piękna rzeka! Aż się wierzyć nie chce,że tak blisko centrum Warszawy znajdują się tak piękne i dzikie okolice. Naprzeciwko grupy wysp stanowiących od niedawna rezerwat "Wyspy Zawadowskie" jest jedna wyspa, która do tego rezerwatu nie jest zaliczona i można na niej biwakować. Tu naprawdę można zapomnieć o cywilizacji i się zresetować chyba, że ktoś nie lubi jak ptaszki mordy drą... :) Z Cypla Czerniakowskiego pod prąd płynie się ok 2h i jest się w raju! A jak ktoś nie lubi pod prąd można spłynąć Świdrem do Wisełki (choć przy obecnym stanie przy ujściu trzeba "czołgać" się po piachu). W minioną niedzielę (jak w wiele niedziel) znów wyruszyłem z Żoneczką z Cypla na "nasze wyspy". Gdy płynęliśmy w górkę na 506 km z WKW wypłynęły dwie dwójki i również zadały w górkę tak, że przez jakiś czas mieliśmy towarzystwo. Po raz pierwszy w tym roku zobaczyłem turystyczne dwójki płynące pod prąd. Brawo Koledzy kajakarze! Pozdrówki dla wszystkich zauroczonych! :) (oczywiście Wisełką)

#15 Darksavant

Darksavant
  • Użytkownik
  • 28 postów

Napisano 07 sierpień 2012 - 08:05

W ostatni piątek korzystając z wolnego dnia oraz sprzyjającej aury po raz pierwszy wypróbowałem swojego Sevylora Adventure na rzece. Ze względu na bliskość miejsca zamieszkania i możliwość dojazdu komunikacją miejską wybrałem Wisłę. Za miejsce wodowania wybrałem Zabrzeg, a celem było dotarcie do wodowskazu w Jawiszowicach.

Poniżej pozwolę sobie na krótki opis przebytego odcinka, dzieląc go na trzy części.

1.Zabrzeg ? most kolejowy w Goczałkowicach
Tuż za ostatnim progiem za zaporą goczałkowicką znajduje się dogodne, choć nieco błotniste zejście do wody. Po dwudziestominutowych przygotowaniach o 6:28 byłem gotowy do wodowania. Stan wody bardzo niski. Na większości tego nieco ponad trzykilometrowego odcinka głębokość nie przekraczała 50 centymetrów. Sporo było płycizn na zaledwie 20 ? 30 centymetrów, gdzie trzeba było wysiadać i ciągnąć kajak po kilkanaście metrów. Z rzadka zdarzały się odcinki o głębokości przekraczającej jeden metr. W rzece znajdowało się sporo gałęzi i kilka zwalonych małych drzewek. Jedno z nich zagradzało koryto na całej szerokości, a jako, że poprzedzone było 2 metrowym ?kołnierzem? ze śmieci postanowiłem przenieść kajak brzegiem. Kilkunastometrowa przenoska odbyła się bez problemu i jak się później okazało była preludium do tego co miało być dalej.
Przez kilkaset metrów za drzewkiem dalsza podróż w dół rzeki przebiegała w miarę sprawnie (?tylko? trzy razy musiałem wysiadać z kajaka). Przy ujściu Iłownicy spotkałem pierwszego wędkarza. Rzeka ma w tym miejscu ponad piętnasście metrów szerokości więc obyło się bez zgrzytu. Podpłynąłem pod lewy brzeg i delikatnie korygując kurs dałem się ponieść nurtowi. Wkrótce do moich uszu dobiegł niepokojący szum. W pierwszej chwili pomyślałem, że to pociąg na moście w Goczałkowicach, ale zaraz uświadomiłem sobie, że to jeszcze za blisko. Musiał to więc być próg i to sądząc po szumie wody całkiem spory. Po kilkudziesięciu metrach wszystko było jasne - trzeba przenosić. Ze względu na brak dogodnego miejsca do wyjścia na brzeg zawróciłem. Odpowiednie miejsce znalazłem na lewym brzegu, jakieś sto metrów przed progiem. Wdrapałem się po dość stromym w tym miejscu brzegu, gęsto porośniętym pokrzywami i innym przybrzeżnym zielskiem, torując sobie wiosłem drogę, po czym wróciłem po kajak i przeciągnąłem go przygotowaną ścieżką. Po około czterdziestu metrach znalazłem się na polu kukurydzy. Teraz czekało mnie ponad czterystumetrowe wleczenie kajaka skrajem tegoż pola. Następnie torowanie kolejnej ścieżki i po piętnastu minutach mogłem ponownie wodować kajak, przy kamienistym ujściu jakiegoś drobnego cieku. Około trzydziestu metrów przede mną oba brzegi Wisły spinał most kolejowy w Goczałkowicach, a pod nim radośnie pulsowało moje pierwsze w życiu bystrze.

2.Most kolejowy w Goczałkowicach ? ujście Białej
Most kolejowy na linii Katowice ? Zwardoń to pierwszy z serii trzech mostów na przestrzeni niecałych czterystu metrów. Pod nim znajduje się długie na około trzydzieści metrów bystrze, które udało mi się pokonać do połowy. Dalej po prostu zabrakło wody. Za bystrzem na lewym brzegu przysiadł sobie kolejny wędkarz. Po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że zdążył już złapać sporego karpia. Następny w kolejności był most na drodze lokalnej pomiędzy Czechowicami ? Dziedzicami a Goczałkowicami. Pod nim znajduje się niewielkie bystrze, przy niskim stanie wody równie ?nieprzepływalne? jak to pod mostem kolejowym. Kilkadziesiąt metrów niżej kolejny most. Tym razem na drodze krajowej nr 1. Pod nim kolejne duże bystrze, nieco tylko głębsze od poprzednich, ale w połączeniu z dość żwawym nurtem wystarczyło to, aby bez większego problemu je przepłynąć. Dalej nurt bardzo się uspokaja i płynie się po niemal stojącej wodzie aż do położonego około 1,5 km niżej progu na wysokości wsi Rudołtowice. Próg ten pomimo iż niewielki (ok. 30 cm wysokości) i że porządnie się rozpędziłem musiałem ?przeciągnąć? bo przez niski poziom wody kajak zawisł na nim w połowie swojej długości. Na szczęście wody zarówno przed jak i za progiem było ledwie po kolana, więc cała operacja przebiegła bez problemu. Kilkadziesiąt metrów niżej, na kamienistej ławicy przy prawym brzegu rzeki spotkałem kolegę kajakarza (imienia niestety nie pamiętam), który przygotowywał swojego Gumotexa Swing 1 do podróży do Gdańska. Po krótkie pogawędce życzyliśmy sobie nawzajem powodzenia i ruszyłem w dalszą podróż. Po kilku minutach spokojnego wiosłowania, przerwanego dwoma wysiadkami dotarłem do ujścia Białej.

3.Ujście Białej ? wodowskaz w Jawiszowicach
Ujście białej zazwyczaj roi się od wędkarzy, lecz tym razem z powodu niskiego stanu wody nie było żadnego z nich. Przepłynięcie było możliwe tylko lewą stroną koryta, gdzie utworzyło się spore bystrze, nad którym nisko rozpościerały się gałęzie przybrzeżnych wierzb. Za bystrzem nurt się uspokaja. Brzegi stają się coraz bardziej strome, a rzeka zaczyna płynąć coraz głębszym korytem. Od tego miejsca aż do końca spływu nie musiałem już opuszczać kajaka w celu przeciągnięcia go przez płyciznę. Na tym odcinku robi się jednak ciekawie, bo w nurcie pojawiają się liczne powalone drzewa i konary, leżące nad, na i tuż pod powierzchnią wody. Wymagały one ciągłej czujności w celu ich ominięcia. Dwukrotnie też tarasowały one całe koryto zmuszając mnie do opuszczenia kajaka. Za pierwszym razem (o przeszkodzie jakieś pięćset metrów przed nią poinformował mnie ostatni ze spotkanych tego dnia wędkarzy) skończyło się na prostej przenosce po rozległej żwirowej ławicy. Za drugim razem, kawałek w dół rzeki za wsiami Góra i Dankowice niemal pionowe, wysokie, ilaste brzegi zmusiły mnie do przeciągnięcia kajaka przez gruby pień, co samo w sobie nie byłoby niczym trudnym gdyby nie to, że poziom wody przekraczał w tym miejscu 2 metry. Dopłynąłem więc do prawego brzegu uczepiłem się jedną ręką grubego korzenia i brodząc do pasa w wodzie (i po kolana w szlamie) drugą ręką przeciągałem kajak. Był to zdecydowanie najtrudniejszy moment całego spływu. Myślę, że przy normalnym poziomie wody (ciemne ślady na jasnym ile wskazywały, że normalnie woda jest w tym miejscu o około 80 centymetrów wyższa) przepłynięcie tego odcinka nie nastręczyłoby większych problemów. Kilkadziesiąt metrów niżej przez chwilę nieuwagi utknąłem na ledwo zanurzonym konarze. Kajak zatrzymał się na nim z nieprzyjemnym skrzypieniem poszycia, po czym obrócił się wokół własnej osi w lewo o ponad 90 stopni. Ze względu na głębokość nie było mowy o opuszczeniu kajaka ani o odepchnięciu się od dna, ale kilka energicznych ruchów tułowia w przód połączonych z mocnymi uderzeniami wiosła uwolniło kajak z przeszkody. Najciekawszym fragmentem tego odcinka było przepłynięcie przez położone w odległości około pięćdziesięciu metrów od siebie dwa progi ułożone w poprzek koryta z dużych głazów (elementy systemu wzmacniającego brzegi w okolicy Jawiszowic). Utworzyły się na nich dwa duże bystrza, pierwsze skierowane było ku prawemu, a drugie ku lewemu brzegowi. Prędkości nurtu pomiędzy nimi pozwalała się poczuć jak na typowo górskim odcinku. Bardzo fajne i emocjonujące dla nowicjusza doświadczenie. W czasie dalszej drogi do mety, którą wyznaczyłem sobie przy wodowskazie w Jawiszowicach obyło się już bez niespodzianek. W dalszym ciągu w korycie roiło się od powalonych drzew i skrytych tuż pod powierzchnią wody sporych głazów, ale wartki nurt w zasadzie sam niósł kajak pomiędzy nimi. Przy wodowskazie pojawiłem się o 12:31 (wskazywał 226cm, stan ostrzgawczy w tym miejscu to 430cm, a najniższy stan z wielolecia do 219cm - dane wg http://hydro.bobee.pl/detal.php?id=27).

Przepłynięcie odcinka 17 km zajęło mi nieco ponad sześć godzin (w tym 25 minut przerwy). Sporo, ale zważywszy na bardzo niski stan wody, zwłaszcza na początkowym i po części środkowym etapie spływu oraz dużą ilość przeszkód za ujściem Białej szybciej się chyba nie dało. Po czterdziestu minutach od wyjścia na brzeg kajak był wysuszony i spakowany a ja udałem się w 1,5 kilometrową podróż na stację kolejową w Brzeszczach ? Jawiszowicach.

Jeszcze kilka wniosków i spostrzeżeń ze spływu.

- Przy tak niskim stanie wody na pewno nie zacząłbym kolejnego spływu w Zabrzegu, ale co najmniej od mostu na dk1 albo nawet od ujścia Białej. Z prawie trzykilometrowego odcinka do wspomnianego mostu jedna trzecia to podróż piesza rzeką lub lądem. Zajęło mi to prawie półtorej godziny!
- Wielometrowy marsz przez nadbrzeżne krzaki, kilkusetmetrowy marsz przez pole kukurydzy, dziesiątki zahaczonych na płyciznach kamieni, zawiśnięcie na progu oraz na zatopionym pniu, uderzenie w kilka konarów oraz przeciąganie kajaka przez powalone w poprzek rzeki drzewo, sporo jak na jeden raz, ale Sevylor zniósł to bez uszczerbku na poszyciu. Pod palcami nie da się wyczuć na powłoce najmniejszej nawet rysy. Jedyną pamiątką po spływie jest dość mocno przybrudzona zewnętrzna strona powłoki dna. Ale tym się przejmować nie będę.
- Trochę poczytałem o nasiąkliwości zewnętrznej powłoki Sevylorów i zbieraniu się wody w jej wnętrzu, że potem kajak jest ciężki i traci na prędkości, zwrotności itp. Po około półgodzinnym suszeniu z zewnątrz powłoka była wysuszona na pieprz. Po powrocie do domu i otwarciu zamków umożliwiających dostęp do przestrzeni pomiędzy powłoką i dmuchanymi komorami w ich pobliżu znajdowało się tam ledwie kilka kropel. Fakt, że temperatura oscylowała wokół 30 stopni i wiał lekki wietrzyk na pewno pomógł w suszeniu, ale myślę, że nie jest aż tak źle z nasiąkliwością powłoki jak niektórzy piszą. Z ostatecznym werdyktem trzeba będzie jednak poczekać do spływu w jakiś chłodniejszy i pochmurny dzień.
- Dużą wadą jest natomiast brak dennego zaworu umożliwiającego spust zebranej w kokpicie wody. Przy otwartej konstrukcji połączonej z niepoprawnym jeszcze technicznie wiosłowaniem i częstym wysiadaniem z kajaka, to w ciągu sześciu godzin zebrało się wewnątrz sporo wody. Na szczęście dmuchany fotel jest na tyle wysoki, że udało się cały spływ wysiedzieć na suchym tyłku

Podsumowując, Wisła bardzo mi się spodobała. Na pewno nie raz jeszce z wielką przyjemnością przepłynę wspomniany odcinek (może tylko wybierając most na dk1 jako miejsce startu), ale zdecydowanie przy wyższym stanie wody. Teraz zapewne wybiorę się z żoną na jakieś jezioro, ale już chodzi mi po głowie spływ co najmniej do Krakowa.

Do zobaczenia na wodzie!

#16 Agata_Be

Agata_Be
  • Użytkownik
  • 32 postów

Napisano 07 sierpień 2012 - 19:36

Witam, mam pytanie w temacie Wisły... czy ktoś jest może zorientowany jak można przedostać się z Bydgoszczy Kanałem Bydgoskim na Wisłę ponieważ dowiedziałam się, że śluza Czersko Polskie w niedzielę może być nieczynna:( Czy ewentualnie jest tam możliwa przenoska? Monika

#17 Marian

Marian
  • Użytkownik
  • 284 postów

Napisano 23 grudzień 2012 - 10:58

z Bydgoszczy to Brdą do Wisły... po co kanałem??? A to bardzo głupia zabawa Warszawiaków...

#18 *j

*j
  • Użytkownik
  • 451 postów

Napisano 23 grudzień 2012 - 11:38

... zabawa Warszawiaków...


Zdradź Marianie, po czym poznałeś, że to Warszawiacy?
  • Kazik i Piotr Olesiński lubią to

#19 Drover

Drover
  • Użytkownik
  • 170 postów

Napisano 23 grudzień 2012 - 14:22

podobno na weekend w Warszawie zostają sami warszawiacy, reszta napływowej ludności opuszcza miasto w celu uzupełnienia zapasów żywności którą pozyskują od rodzin na wsi i przywożą ją z powrotem w słoikach. Jestem z poza Warszawy ale codzienne w niej pracuje i aż głowa boli od tych teorii na CB radiu typu ilu jest warszawiaków w Warszawie? kto to jest słoik a kto krawaciarz? a jak słyszę tekst typu "nie przeklinaj kur... chamie buraku pier..." zastanawiam się co to jest ta jedność i solidarność narodowa. B)

#20 anty

anty
  • Użytkownik
  • 386 postów

Napisano 23 grudzień 2012 - 15:21

Za moich czasów, na mojej dzielnicy, na napływowych mówiło się Hucuły, to teraz są słoiki :lol:




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych