Skocz do zawartości


 

Zdjęcie

MARATON - GAUJA XXL


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
574 odpowiedzi w tym temacie

#561 Wiesiek

Wiesiek
  • Użytkownik
  • 487 postów

Napisano 10 marzec 2015 - 19:49

Tłoczno na tej Gauji - Piotr na 420 km i ja na 310 - poprzedni rok było więcej. 


  • Kazik lubi to

#562 piotrek

piotrek
  • Użytkownik
  • 1374 postów

Napisano 10 marzec 2015 - 20:11

Takie czasy, większość woli robić wszystko wirtualnie.



#563 Wiesiek

Wiesiek
  • Użytkownik
  • 487 postów

Napisano 11 marzec 2015 - 09:47

Masz rację, kliknąć na łapkę troszkę łatwiej i prościej.



#564 Didzis

Didzis
  • Użytkownik
  • 122 postów

Napisano 22 kwiecień 2015 - 09:22

Special note for Ultimate paddlers - there are road construction works on P30 highway :) You shold take it in count, when calculating traveling time :) Good luck for eweryone :)


  • piotrek lubi to

#565 Ślimak

Ślimak
  • Użytkownik
  • 537 postów

Napisano 05 maj 2015 - 14:10

Tłoczno na tej Gauji - Piotr na 420 km i ja na 310 - poprzedni rok było więcej. 

Wyniki 2015 http://www.gaujaxxl.lv/en/history/) Wiesiek pewnie jeszcze liże rany, bo nie zdał sprawozdania z wyjazdu :))



#566 Ślimak

Ślimak
  • Użytkownik
  • 537 postów

Napisano 05 maj 2015 - 14:38

Wiesiek na Gauja 2015, czyli reklama (??) wyrobów Kazikowych

http://failiem.lv/g/.../IMG_9291-1.JPG

http://failiem.lv/g/.../IMG_9302-1.JPG

http://failiem.lv/g/.../IMG_9412-1.JPG

http://failiem.lv/g/.../IMG_9413-1.JPG

http://failiem.lv/g/.../IMG_9440-1.JPG

http://failiem.lv/g/.../IMG_9442-1.JPG

http://failiem.lv/g/.../IMG_9443-1.JPG



#567 Wiesiek

Wiesiek
  • Użytkownik
  • 487 postów

Napisano 06 maj 2015 - 07:56

He, he Ślimak - no nie masz racji.

Ran nie liżę bo ich nie mam. Fizycznych, a tym bardziej psychicznych. Dla mnie Gauja to fantastyczna wycieczka turystyczna. Choć dla dużej części populacji, nawet tej naszej " kajakowej', płynięcie 310 km w czasie max 54 h to coś"dziwnego". 

W tym roku nawet Dainius zrezygnował - kajak miał przygotowany i  z pływakami. Pierwszy raz takie regatowe cudo widziałem.

Ja musiałem zrezygnować na IIPK z powodów zawodowych. Musiałem być w pracy w poniedziałek rano - przygotowany i przytomny.A "zajęcia" skończyły mnie się wczoraj wieczorem i dopiero wtedy przeczytałem post o "lizaniu ran"  :D

To tyle jak się ogarnę to wrzucę tu komentarz no i jakieś fotki.



#568 Ślimak

Ślimak
  • Użytkownik
  • 537 postów

Napisano 06 maj 2015 - 09:06

(...) jak się ogarnę to wrzucę tu komentarz no i jakieś fotki.

Czekam z niepokojem, a nawet i z niecierpliwością :)



#569 Wiesiek

Wiesiek
  • Użytkownik
  • 487 postów

Napisano 08 maj 2015 - 08:57

Sprzęt

Raider 3, jak to się tu zwykło mówić Kazikowy – sprawdził się jak zwykle. Bardzo szybki kajak i lekko się nim płynie. Trzeba się przyzwyczaić do jego sztywności kursowej, szczególnie z wysuniętym skegiem. Ale to nie problem. Trochę się obawiałem na torze w Valmierze ale wszystko ok. Jest to kajak do pływania nie do wskakiwania na brzeg i drzewa. Dlatego dochodzenie do brzegu najwygodniej bokiem. Co na Gauji z jej spadzistymi brzegami wymaga pewnej cierpliwości w szukaniu miejsca na postój szczególnie w nocy.

Wiosełka – łycha (twórca Artur), miałem dwie sztuki składane. Ale potrzebna jedna i smycz do wiosełka. Wymóg wprowadzony w tym roku – i dobrze. Ja mam zwyczaj wiązania się do wiosła, ale nie wszyscy.

Asekuracja – rzutka przypięta na trwale do kajaka i kajakarza, kamizelka ratunkowa.

Apteczka – zestaw bandaży, plastrów, środków przeciw biegunce i parę potrzebnych drobiazgów do szycia i klejenia ran – jakby coś się stało.

Ciuchy – kurtka i spodenki Hiko, lekki kombinezon Crawsavera. Lekki wiatrochron – jakby były upały. Dwie pary butów, trzy komplety ciuchów termicznych(komplet mam na myśli spodnie, bluza, dwie balakalawy, kapelusz i czapka z aqashell – u, skarpety – 2 pary i dodatkowo jedna z aquashell – u. Na tyłek wynalazek firmy Storm Raider z Bydgoszczy – fajny i praktyczny choć przydałby się ciut większy rozmiar.

Kuchnia – zgodnie z regulaminem. Butla z gazem, palnik, gar i czajnik.Termosik pełen gorącej herbatki – wytrzyma 14h i gorąca zostanie wypita.

Jedzonko – ja miałem 3 paczki kabanosów, 4 banany, opakowanie musli, opakowanie orzeszków, czekoladę, jedną jak dla mnie to mało J, gumę do żucia, glucardiamid no i zapas wody – 3 litry, 3 litry roztworu isostaru w camelbacku

Oświetlenie – dwie czołówki. Jednak w taką pogodę jak była czołówki się nie sprawdzają, niezbędne jest oświetlenie na dziobie. Padający deszcz i machanie rękoma powodują olśnienia i niepotrzebne dodatkowe zmęczenie. Czołówka się przydaje np. w moim przypadku do obserwowania GPS – a. Ale nie jako podstawowe oświetlenie. Zapas 6 akumulatorów 18650.

Narzędzia – multitool i taśma srebrna.

Nawigacja – GPS Garmina – etrex30, telefon s włączonym rejestratorem, zapas energii w powerbanku (pojemność około 7000mAh)

 

Start – z tego samego miejsca co zwykle w okolicy Lejasciemis. Krótka odprawa w języku łotewskim. Doskonale wiedziałem o co chodzi J. Rozdanie wcześniej numerków i rejestratorów organizatora i ruszamy. Woda jest kilkadziesiąt centymetrów wyższa niż w ubiegłym roku, co nastraja optymistycznie. Start z pełnymi szykanami, odliczanie, strzał z pistoletu załatwia sprawę. Ruszamy.

Prąd nie jest porywisty ale ciągnie ładnie i w miarę równo. Najważniejsze, że nie szoruję po dnie. Stawka powoli się rozciąga, ja nie śpieszę się za bardzo ale i nie ociągam. Kazikowe cudo pozwala mi spokojnie płynąć w tempie 9-12 km/h. Jeszcze nie czuję się pewnie w tym kajaku mamy ze sobą tylko kilkadziesiąt km. Co nie zmienia faktu, że jestem zauroczony, albo zwykle zeszczany z radości płynięcia Raiderem. Pierwsze 30 km to zmienny prąd i czasami bystrza ale wyższy poziom załatwia sprawę. Ominięcie iluś tam dobrze widocznych kamorów nie nastręcza specjalnej trudności. Rzeka jest piękna i groźna. Głębokie brzegi, nawet przy tym niskim poziomie straszą. Przed samym startem udało się złapać kilkadziesiąt minut drzemki. A jest ciepło. Idę śladem jednej z miejscowych zawodniczek i ściągam kurtkę, czuję, że zaczynam się pocić. Kurtkę założę około 12 kiedy wiaterek zacznie przywiewać. Na razie jest cudownie. Wychodzi Księżyc, co przy bezwietrznej pogodzie pozwala zaoszczędzić prądu (mam go na jakieś 10-14 h) i wyłączyć oświetlenie. W okolicy 24 zaczyna się robić wietrznie i chłodniej. Zakładam kurtałkę i do przodu. Pojawia się wiatr, ze względu na strome, zalesione brzegi wiatr wieje w mordę albo w plecy – na razie w plecy i to nie za silnie, choć to się kilkakrotnie zmieni. Praktycznie do 3 w nocy nie ma problemów. Po 03.00 zaczyna się poważnie chmurzyć i ciśnienie leci w dół zaczyna pokapywać i tak już będzie z niewielkimi przerwami do następnego dnia. Płynę spokojnie czasami kogoś mijając, lub ktoś mija mnie. Moja lampka ma wystarczającą ilość światła (2x1000 lm) żeby ostrzec mnie przed przeszkodami. Kajak mknie cichutko po rzece. Tylko ten deszcz i wiaterek. Dość trudno opisać co się dzieje w głowie na takim dystansie. Ja mam część głowy zajętą utrzymywaniem równowagi, choć to niepotrzebne, kajak jest stabilny. Ale jednak nie do końca czuję się w nim pewnie. Prawdopodobnie po pokonaniu planowanej trasy Polski w poprzek będziemy już nawzajem oswojeni. Na razie przykładam się do machania wiosełkiem. Choć muszę je prowadzić nisko bo błyska po oczach. W świetle czołówki pokonuję kolejne kilometry trasy. Powoli zbliżam się do IPK – mój GPS pokazuje, że to dystans 110 km. Korzystam z pomocy kolegów i tarabanię się na brzeg. Jakieś jedzonko, przebranie w suche ciuchy i po godzinie jadę dalej. Planowałem zrobić krótką kimkę ale za głośno tu i nie da rady bo mokro i pada. Nie chce mi się rozbijać namiotu. Wsiadam napojony, najedzony do kajak i w drogę. Pierwsze kilometry cienko, strasznie ziewam i to nie efekt niedotlenienia, na pewno. Poprawia się pogoda jest wiatr ale pokazuje się słoneczko. Tarabanię się na brzeg, gorąca herbatka przekąska z bananów i godzinna drzemka w śpiworze na brzegu. Wstąpiły we mnie nowe siły. Rozkręcam się powoli i płynę do Strenci spokojnie później trochę bystrz, ale niegroźnych i co większe kamienie widać. W razie czego na najdłuższym można spokojnie skręcić w odnogę i ominąć. Tor w Valmierze też niespecjalnie, pamiętam trzymać się nurtu i przemykam w niewielkiej odległości od kamieni. Tutaj sztywność kursowa kajak trochę mi przeszkadza. Choć to może moja wina, wciąż jestem „świerzakiem”. Od płynięcia po torze groźniejsze jest to co dzieje się za torem. Mam odczucie, że ktoś od spodu rzuca kajakiem na boki. Ale to tylko trochę. Spokojnie płynę dalej. Dwa lata temu ten odcinek pokonywałem już wieczorem teraz jest jeszcze wcześnie. Brzeg nieprzyjemnie stromy i tak już będzie prawie cały czas. Wiem, że płynę tylko 200 km do Cesis. Czasowo nie mogę sobie pozwolić na większy dystans – muszę wracać do Polski. Dlatego też niespecjalnie się śpieszę i mam zamiar przespać się po drodze, żeby jak najwięcej z tego odcinka Gauji zobaczyć. Płynę do pierwszej w nocy i rozkładam się na kimę. Znalazłem trawiastą zatoczkę i wyciągam manele na brzeg. Jest chłodno, o wiele chłodniej niż noc wcześniej. Choć to pewnie też odczucie wyczerpanego organizmu. Nie mniej rozbijam namiot i pakuję się na nago do suchutkiego i ciepłego śpiwora. Jeszcze tylko przeprawa z herbatą ( dwa gotowania bo dwa razy wylałem wodę) kabanosiki na kolacyjkę i lulu. Po drodze widziałem kilka kajaków przyczajonych w innych miejscach. Też się rano będą zbierali. Ja pobudę zrobiłem o 5.00 niepotrzebnie. Bo moja podwózka będzie około 11 w Cesis. Więc leżę w namiociku na brzegu i popijam herbatkę. Wypiłem ze trzy i tylko trzy bo woda została tylko lekko gazowana. Cisza i spokój obok mnie przepłynęły cztery K1 i dwa K2. Gdyby nie to, że muszę wracać to pewnie byłbym przed nimi. Do Cesis dopływam po prawie dwóch godzinach leniwego machania wiosełkiem. Piękne przełomy i stromo wystające skały nad brzegiem. W Cesis dopływam do IIPK zdaję lokalizator i melduję o swojej rezygnacji. Troszkę mi żal bo dystans 220 km zrobiłem w 26h z przerwami to wyszło około 34-35h Nie jestem specjalnie zmęczony, sprzęt cały ale cóż i tak bywa. Za rok tu wrócę.

Podsumowanie:

Można ten dystans spokojnie w zakładanym czasie pokonać. Jeżeli nie dopadnie nas jakaś przypadłość, albo uszkodzenie sprzętu to da się radę. Nie jest to turystyka tylko poważny wysiłek ale jak się trochę przygotuje to się da radę.

Sprzęt na piątkę z + , kajak jest rewelacyjny. Płynie się nim lekko i co najważniejsze bezpiecznie. A ja nie jestem jakiś doświadczonym wielce kajakarzem. Pływam ledwie od czterech lat i na takich igiełkach nie czuję się zbyt pewnie. Oprócz tego jest pakowny, opisane na wstępie manele zostały wrzucone do luków bez jakiegoś przemyślanego układania. Jedyne co trzeba uwzględnić w następnych startach to oświetlenie. Czołówka, nawet moja – chyba najlepsza na rynku, nie sprawdza się za bardzo jako główne oświetlenie. Szczególnie w deszczu. Poza tym machanie normalne wiosełkiem wywołuje odblaski od wiosła i rąk, co strasznie męczy oczy i trzeba nisko prowadzić wiosło. Oświetlenie na dziobie zdaje się być lepszym rozwiązaniem – moim zdaniem.

Rzeka wbrew pozorom nie była płytka. Rok wcześniej kilkadziesiąt razy pojechałem po płyciznach, w efekcie uszkodziłem kajak. Teraz się tego też bałem, niepotrzebnie. Na starcie było o 20 cm wyżej i po drodze to było widać. Na pozostałe warunki nie mam wpływu. Gdyby nie chmury i deszcz to pewnie pierwszej nocy bym nawet lampki nie zapalił bo to bezpieczny odcinek, bez bystrz. Jedyny minus tej rzeki to wychodzenie na brzeg. W dzień jak cię mogę w nocy, jest trudno i niebezpiecznie. No i jeszcze brakuje mi doświadczenie serdecznego kolegi Ropucha w czytaniu wody na rzece, no ale Ropuchowi trudno w tym dorównać, więc nawet nie marzę :D

 

To tyle z mojego trzeciego turystycznego wyskoku na Gauję XXL 2015

 

Na koniec serdeczne podziękowanie dla Dzidzisa i jego ekipy za fantastyczną imprezę i do zobaczenia za rok.


  • Ślimak, Ropuch i Turabat lubią to

#570 Oktol

Oktol
  • Użytkownik
  • 314 postów
  • Lokalizacjapoznań

Napisano 08 maj 2015 - 22:02

Wiesławowi podziękowanie za relację posyłam.

No i podziw nieustający w związku z trzymaniem się własnych zasad i możliwości.



#571 Wiesiek

Wiesiek
  • Użytkownik
  • 487 postów

Napisano 08 maj 2015 - 23:14

Pływanie kajakiem, jak i inne sportowe rozrywki to ma być i jest przyjemność. Robie to co lubię i jak lubię. Nie mniej dziękuję.

#572 Didzis

Didzis
  • Użytkownik
  • 122 postów

Napisano 02 styczeń 2017 - 12:09

Hallo guys, happy and sporty New Year :) An of course registration to Gauja XXL 2017 is open for you now :)

 

www.gaujaxxl.lv


  • piotrek i Ropuch lubią to

#573 piotrek

piotrek
  • Użytkownik
  • 1374 postów

Napisano 12 styczeń 2017 - 21:37

Wiesiek już się zapisał na 310km, więc i ja w tym roku spróbuję po raz drugi zmierzyć się z dystansem 420km. Tym razem chcę to zrobić inaczej niż w roku ubiegłym, dużo zależeć będzie od wody i pogody.


  • Ropuch lubi to

#574 Wiesiek

Wiesiek
  • Użytkownik
  • 487 postów

Napisano 25 styczeń 2017 - 12:37

Wiesiek już się zapisał na 310km, więc i ja w tym roku spróbuję po raz drugi zmierzyć się z dystansem 420km. Tym razem chcę to zrobić inaczej niż w roku ubiegłym, dużo zależeć będzie od wody i pogody.

 

Wpław :-)

 

W sprawie Gauja XXL - potrzebuję kierowcy - moja rodzina na razie nie chce zwiedzać Łotwy po raz 5. Wyjazd 04 maja (godzina do ustalenia) powrót 7 lub 8 maja też do ustalenia. Mam samochód dość duży spokojnie mogą jechać 4 osoby i 3 kajaki. Resztę zasad i warunków do ustalenia.  :angry: :ph34r:  B)



#575 piotrek

piotrek
  • Użytkownik
  • 1374 postów

Napisano 25 styczeń 2017 - 21:16

Wiesiu nie wpław, tylko szybciej, bo rok temu to ja sobie zwiedzałem. Teraz mam zamiar się pościgać.






Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


    Bing (1)